Jarosław Nowak
Instruktor Polskiego Związku Alpinizmu
Back

Marcowe Finale Ligure

 

Finale Ligure to jeden z ważniejszych rejonów wspinaczkowych w Europie. Wspinanie rozwija się tu od ponad 50 lat — pierwsze drogi w rejonie Monte Cucco, powstawały już w latach 70. Przez kolejne dekady systematycznie odkrywano i obijano nowe sektory. Dziś mówimy o ponad czterech tysiącach dróg i kilkuset sektorach rozrzuconych po dolinach i wapiennych wzgórzach.

W miarę aktualne topo przypomina grubą biblię, w pierwszym kontakcie powodującą oczopląs. To taka dodatkowa trudność tego przepięknego rejonu.

Skała jest bardzo charakterystyczna — wapień z dziurami, kieszeniami, ryskami i naciekami, który wymusza techniczne wspinanie i dobre ustawienie ciała. Do tego dochodzi rzecz, o której mówi się często półgłosem: wyceny. W wielu starszych sektorach są one wymagające, momentami wręcz zabójczo niedoszacowane, co wynika z historii rejonu i stylu obijania pierwszych dróg. Trzeba się do nich dostosować — siła nie zawsze wystarcza, liczy się precyzja ruchu, perfekcyjna technika i umiejętność czytania skały. Wiele, zdawało by się dość łatwych dróg, jeśli spojrzymy tylko na cyfrę, można położyć po prostu dlatego, że nie odczytaliśmy prawidłowo sekwencji lub przeoczyliśmy istotną rzeźbę. Dość często trudnością przy onsajcie jest szybki wybór jak najmniej męczącej sekwencji spośród tysiąca możliwych zwłaszcza w długich, ciągowych płytach.

Tydzień wspinania wystarczy, żeby „wgryźć się” w rejon i poczuć jego charakter, ale to zdecydowanie za mało, by się nim nasycić — a tym bardziej zmęczyć. Niestety tym razem nie mieliśmy więcej czasu ale apetyt jest i na pewno tu jeszcze wrócimy. W ciągu 5 dni wspinaczkowych działaliśmy w kilku sektorach na które wybór padł głównie ze względu na porę roku i silne wiatry na jakie natrafiliśmy podczas tej eskapady. Dobry dobór miejsc zapewnił ciszę, spokój i najczęściej słońce a więc i ciepło dla naszych zmęczonych polską zimą gnatów. Ale do rzeczy.

 

 

Rocca di Corno to w praktyce cały masyw obejmujący kilka sektorów o wyraźnie odmiennym charakterze, co bezpośrednio przekłada się na styl wspinania.

W sektorze tytułowym Rocca di Corno dominuje wspinanie ciągowe, po dobrej rzeźbie, często w lekkim przewieszeniu. Miejsce oferuje jakościowo lepsze wspinanie, niż mogło by się wydawać w pierwszych minutach po podejściu pod skałę. Jeśli przymkniemy oko na nierówny teren i starty z półek do wielu z istniejących dróg, to możemy się pozytywnienie zaskoczyć. Z poprowadzonych dróg szczególnie zapamiętam biegnącą pięknym białym filarem Kap Horn (7a). Jest to jedna z wyróżniających się linii — długa, logiczna i wymagająca utrzymania koncentracji od samego dołu. Są tu miejsca, w których można odsapnąć, ale nie narzucają się same — trzeba je znaleźć i dobrze wykorzystać technicznie. Bez umiejętności „czytania” skały i improwizacji łatwo przejść obok nich i niepotrzebnie się zmęczyć. To droga nagradzająca płynność, technikę, kreatywność i skupienie. Zdziwić się można nawet na ostatnich dwóch metrach, tuż pod stanem.

Oddalona o kilkaset metrów Zona Rossa ma wyraźnie bardziej przewieszony charakter. Piękny pomarańczowy, fantazyjnie wyerodowany wapień z cudowną panoramą na okolicę. Wspinanie jest tu siłowe i wytrzymałościowe, jak to w przewieszeniu ale dodatkowo wymagające psychicznie. Polecam tutaj szczególnie Mug (6b), piękną i urozmaiconą drogę w lekkim przewieszeniu, bez ani jednego słabego chwytu. No i oczywiście prawdziwą perłę sektora – Rombo di vento (6c). Rombo to bardzo dobra, przewieszona, długa droga (około 35 metrów), prowadząca naturalną linią pomiędzy bogato urzeźbionymi nyżami krasowymi, przez kolejne przewinięcia i daszki. Wspinanie jest czytelne, o ile zachowa się zimną krew w przewieszeniu i spokojną głowę, wraz z rosnącą z wysokością ekspozycją.

Grotta dell’Edera to jedno z tych miejsc, gdzie samo dojście jest częścią niezłej przygody. Do ściany nie podchodzi się klasycznie — wchodzi się małym systemem jaskiniowym, przez około 50-metrowy, podziemny pasaż idąc w świetle czołówki. Miejscami jest wąsko, momentami trzeba się schylić, aż w końcu korytarz wyprowadza do dużej, otwartej studni krasowej.

Wyjście jest zaskakujące: z ciasnej przestrzeni wchodzi się w olbrzymią ponad 40 metrową pionową „rurę”, tuż pod ściany okraszone pięknymi drogami. Stojąc na dole, ma się charakterystyczne wrażenie, że ludzie pojawiają się znikąd — jakby wychodzili prosto ze skały, przeciskając się przez ciasny odcinek pod ziemią i po chwili stając pod drogami. To miejsce ma w sobie coś surowego, abstrakcyjnego i przygodowego, wyraźnie innego niż reszta Finale czy innych miejsc które znam. Wrażenie robi też struktura stropu tego leja krasowego. Centralnie biegnie mostek skalny dzieląc wylot na dwa duże okna skalne… smaczku dodaje fakt, że mostkiem tym wiedzie szlak i chwilę wcześniej mogliśmy zajrzeć do groty od góry a na upartego nawet do środka zjechać po linie.

Samo wspinanie jest tu bardziej siłowe, zwłaszcza gdy mówimy o drogach kończących w dachu lub na jego wyjściu.
Rank Xerox (6c+) to klasyczna linia Dell’Edery: stosunkowo krótka, ale intensywna. Początek techniczny, spionowany, wyżej przechodzi w przewieszenie z pracą bicepsem po tufach i dużych szuflach w przewieszeniu. Trzeba pod koniec iść zdecydowanie i bez zawahania — kwitniesz i rozmyślasz – spadasz. Prawdziwą perełką jest też, a może nawet przede wszystkim, niewątpliwie droga Lubna (7b) – mimo lekkiego przewieszenia, jest to droga wymagająca głównie wytrzymałości i dobrej techniki. Piękny 35m rajd po dziurkach, z kruksowym bulderem w płycie i wyporem z naciekowej formacji do oddalonych chwytów. Czytelna na onsajta pod warunkiem, że masz dość zapasu i wytrzymałości by wykorzystać… to co wyczytasz. I nie jesteś zarżnięty kilkoma dniami wspinania pod rząd ;).

 

Masyw Rocca di Perti oferuje bardziej „klasyczne” wspinanie — piony i lekkie przewieszenia z dobrą rzeźbą i czytelnym przebiegiem dróg.

W sektorze Ombre Blu wizytówką jest droga, Ombre Blu (6a+) — długa, około 35-metrowa linia, bardzo przyjemna w prowadzeniu. Wspinanie po dziurkach i krawądkach układa się w naturalny rytm, bez wymuszonych ruchów. To droga, która po prostu „ sama prowadzi”. Wspinając się nie mogłem nadziwić się estetyce i pomysłowości natury. A jest na niej wszystko. Lekkie przewieszenie, płyta, zacięcie, pockety, krawądki, dziurki, wampirki, czasem trzeba lekko pociągnąć z buły a czasem pójść na rozpieraczkę zacięciem i sięgnąć do krawądki… Wszystko jednak skomponowane ze smakiem. Piękna droga.

Nie opodal znajdziemy też Sublimazione (7a), która podnosi już ciut poprzeczkę: więcej techniki, więcej czytania i fragmenty, które wymagają siły. Nic tu nie dzieje się przypadkiem. Piekny start w dobrej formacji, kilka ruchów w podchwyty, wyraźny kruks, z sięgnięciem do nieewidentnej w pierwszym momencie dwójki i super przyjemny dziurkowy koniec….

Obok sektor Parete delle Gemme. Podobny charakter wspinania, sporo łatwiejszych dróg. Tutaj zapamiętałem linię Schifinix (6c), jedną z wizytówek sektora. Jest to ładna droga wiodąca lekkim przewieszeniem w przechylonym na prawo filarze…. Wymagająca trochę więcej siły i precyzyjnej pracy nogami — krótsza, ale nie trywialna. Piękne ruchy sprawią, że uśmiech nie zejdzie Ci z twarzy już do końca dnia.
Finale Ligure ma rzadką cechę — ogromną skalę, ale bez kompromisu jakościowego. Tu nie ma słabych sektorów… każda kolejna droga jest ładniejsza i ładniejsza. Brzydkich jak na lekarstwo. I jest tego mnóstwo…

W ciągu jednego tygodnia można zrobić sporo dróg, ale ważniejsze jest to, że wiele z nich zostaje w pamięci. I to jest chyba najlepsza rekomendacja dla tego miejsca.

 

Bardzo dziękuję moim podopiecznym i mam nadzieję, że też mają pamięć wypchaną masą dróg i pieknem tego miejsca. Wojtkowi, Maksowi, Dawidowi, Marcinowi i Maurycemu. Nowy Sącz, Lublin, Opole, Warszawa. Piękny team. Zapraszam na kolejną wyprawę… niebawem.

Jarek Nowak
Jarek Nowak
https://www.kursy-wspinaczkowe.pl